Islandia - ostatni dzień w pełnej murali stolicy.


Ostatni dzień naszej podróży spędziliśmy w Reykjavíku. Miasteczku, które jak na stolicę jednego 
z najbogatszych krajów Europy wydaje się być bardzo niewielkie. Choć jak na standardy Islandii
odczuwalny był tam miejski gwar i ruch od jakiego zdążyliśmy się odzwyczaić podczas ostatniego tygodnia. Również samo miasto, po obejrzeniu wszystkich cudów wyspy, które miała nam do zaoferowania, niestety nie było w stanie nas oczarować. Choć miło spacerowało się po tych typowo skandynawskich uliczkach, ciężko byłoby to nazwać zachwytem. Z przyjemnością oglądaliśmy wystawy sklepów, zaprojektowane minimalistycznie z duchem skandynawskiego stylu lub pełne przepychu sklepy bożonarodzeniowe, które są tam czynne cały rok. Największe wrażenie zrobiły na nas ciekawe, kolorowe i kreatywne murale, które znajdowały się na murach wielu budynków. Majki (w kulinarnym świecie absolutnie nie znany nikomu jako smakosz "czegokolwiek" jeśli tylko odrobinę zgłodnieje) nie byłby sobą gdyby nie spróbował 'największego przysmaku' w Reykjaviku czyli hot doga- zwanego tam Pylsur. Nie rozumiemy jednak nigdy czemu turyści tak zachwycają się tym street foodem, który można porównać do "parówki w bułce z nad morza" jeszcze sprzed czasów hot dogów na każdej stacji benzynowej;) Dużo lepszy okazał się tradycyjny chleb wulkaniczny, który nasze autostopowiczki kupiły nam w podziękowaniu za wspólną podróż. (Dziękujemy raz jeszcze!) To chleb zakopywany w ziemi wulkanicznej w rejonach aktywnych geotermalnie i dzięki energii cieplnej, która ma tam swoje ujście "już" po 24 godzinach jest gotowy. Jest bardzo smaczny, ma piernikowy, słodki posmak i idealnie smakuje z islandzkim Skyrem!


























Nasza podróż dobiegła końca. Ta piękna wyspa rozkochała nas w sobie i pozostawiła w naszej pamięci mnóstwo miejsc, do których z pewnością będziemy chcieli wrócić oraz takich, po które wrócimy by zobaczyć je po raz pierwszy. To niesamowite jak na takiej niedużej wyspie mieści się tyle piękna 
i cudów natury! Chociaż tyle nowych wypraw jeszcze przed nami, to na pewno kiedyś będziemy chcieli tu wrócić. Tajemniczy i dziki Interior na razie musi poczekać aż pozostawimy na nim odciski naszych stóp.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 slow moments , Blogger