Islandia - dzień wodospadów.




Po bardzo zimnej pierwszej nocy poranek przywitał nas znów pięknym słońcem. Okazało się, że nie byliśmy odpowiednio przygotowani na takie chłodne warunki.
Śpiwory mogłyby być cieplejsze, a my powinniśmy ubrać się bardziej „na cebulkę”. Jednak chłód tej nocy miał też pewne plusy, sprawił bowiem, że Majki przekonał się do zakupu najcieplejszego koca na świecie, koca z islandzkich owiec. Mimo stosunkowo wysokiej ceny jest to piękna i wyjątkowa pamiątka, która świetnie sprawdziła się zarówno wtedy na islandzkich kempingach jak i później w naszym domu podczas zimowych wieczorów.










Po szybkim śniadaniu i zakupach mogliśmy ruszyć nad wodospad Gullfoss. To popularne miejsce wśród turystów, a przez to bardzo tłumne. Na szczęście autokarowe wycieczki podjeżdżające co kilka chwil nie były w stanie zaburzyć piękna i majestatu tego miejsca. Ten ogromny wodospad na rzece Hvítá, złożony jest z dwóch ogromnych kaskad wodnych, którymi spływa w każdej sekundzie 400 metrów sześciennych wody. Krajobraz rozpościerający się wokół to ogromne pustkowie rozpościerające się aż po horyzont. Powoli zaczynaliśmy się czuć jak na zupełnie innej planecie! Jednak takie odczucie jest chyba dość powszechne zarówno wśród turystów jak i hollywoodzkich scenarzystów filmowych... Wśród niesamowitych, odrealnionych islandzkich krajobrazów rozgrywała się akcja wielu filmów (Oblivion, Prometeusz, Łotr 1, Sekretne życie Waltera Mitty, Batman: Początek). 































  
Z wodospadu czekała nas podróż na południe wyspy. Długą drogę, która sama w sobie była niesamowita, wydłużaliśmy bez namysłu licznymi postojami, które nie wiadomo kiedy upływały nam na zachwytach nad otaczającą nas naturą. 
Zdecydowaliśmy się również zboczyć trochę z trasy, żeby zajrzeć do Secret Lagoon, kameralnych basenów termalnych, znajdujących się w otoczeniu licznych szklarni. Trasa, którą można było pokonać stosunkowo szybko, zajęła nam kilka godzin, tak byśmy mogli w pełni nacieszyć się krajobrazem zmieniającym się jak w kalejdoskopie.



































Naszym celem na południu były kolejne wodospady. Pierwszym był Seljalandsfoss, w którym można przejść za spadającą z 60-metrowego klifu kaskadą wody. Widok zza wodnej ściany był niesamowity!

















Z drogi do kolejnego wodospadu zjechaliśmy jeszcze w głąb lądu, żeby dotrzeć do termalnego basenu Seljavallalaug, znajdującego się u podnóża wulkanu Eyjafjallajokull. Jest to najstarszy basen na wyspie i warunki niekoniecznie spełniają współczesne standardy, ale kąpiel w ciepłej wodzie z widokiem na szczyty gór zrekompensowała nam te drobne niedogodności z nawiązką.





















Naszym noclegowym punktem docelowym tego dnia był wodospad Skógafoss, pod którym znajduje się kemping. Nocleg, wspólna kolacja i poranna kawa u podnóża tego wodospadu były ogromnym przeżyciem.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 slow moments , Blogger